powered by Jogger.pl

Studiuję bo...?

Ogólne, perypetie Skomentuj

Odkąd pamiętam, zawsze chciałem studiować psychologię. Nie przeszkadzało mi to, że skończyłem elektryk - nawet jako technik elektronik, dalej miałem psychologię przed oczami (to oczywiste: na elektrotechnice czytałem "Psychoanalizę" Freuda, "Schizofrenię" Kępińskiego czy, z nudów, przeglądałem Słownik Psychologii lub po prostu rysowałem ;-)). W końcu gdzieś w okolicach 2003r. w dostałem się na upragniony UJot w Krakowie i... po semestrze wyleciałem. Powodów było kilka (wliczając problemy ze spaniem (potrafiłem zaspać na zajęcia o 16:30 ;-)). Próbowałem wrócić, ale na kolejnych egz. wstępnych zasypiałem w pół pytania ;-)...

Nie pierwszy raz (i pewnie nie ostatni) wysłuchałem dziś z pewną konsternacją narzekań znajomych na studia. Większość z tych narzekań kończy się wymownym: "Nie wiem po co studiuję / studiowałem", "studia mi nic nie dały" itp., etc., itd. Nie chodzi o to, że źle wybrali kierunek - w większości szli na swoje informatyki, elektroniki, psychologie, marketingi i inne, świadomie dokonując wyborów. Bardziej chodzi o merytoryczną stronę. Wiadomo - uczelnia uczelni nie równa, ale nawet studenci renomowanych uczelni nie stronią od takich komentarzy.Głównie rozchodzi się o perspektywy przyszłej pracy, potencjalnie większe możliwości zdobycia takowej itp.

A jak to jest z Wami? Studiujecie bo...? Czego się spodziewacie / spodziewacie a jakie z waszych oczekiwań okazały się mrzonkami? I chyba najbardziej zastanawiające: Czy wiedza, jaką przyswajacie / przyswajaliście, dała wam wrażenie wartej zachodu? Przydatnej? I (tu pytanie do ludu pracującego / szukającego pracy) czy taka okazała się w konfrontacji z rzeczywistością (np. rozmowa kwalifikacyjna o pracę informatyka w firmie informatycznej na stanowisku (przynajmniej w teorii) odzwierciedlającym specjalizację / kierunek odbywanych / odbytych studiów - rozumiecie o co mi chodzi)?

Dziś wiem, że nie nadaję się na studenta i dobrze się stało, że zakończyłem przygodę ze studiami tak szybko. Nie potrafię uczyć się nieinteresujących rzeczy (nawet na interesującym kierunku) na zawołanie. Niestudiowanie dało mi też czas na odnalezienie swojego wymarzonego zajęcia i co najważniejsze - daje mi czas na pogłębianie wiedzy w kierunku, jaki obrałem :-).

Trackbacki:

brak

Komentarze:

  1. Michał Górny pisze:

    Sztuka to jest chyba dobrać kierunek tak, by z jednej strony nie musieć za dużo się męczyć, ale z drugiej nie nudzić się tym, co już znasz.

    A odnośnie samego studiowania — sam jeszcze nie wiem, gdzie się wybrać i w jakim celu (pomijając uniknięcia służby). Wszędzie niedobry system na W.

  2. bwgg pisze:

    Jestem na kochanej mechatronice, ale… mam mieszane uczucia co do wyboru. Mam jednak nadzieję przetrwać pierwszy rok, na którym wszystkie przedmioty oprócz zapisu konstrukcji i informatyki mnie odrzucają i poczekać na prawdziwą mechatronikę, a nie to, co jest na pierwszych latach.

  3. Koval pisze:

    studia to nauka życia
    studia to nauka samodzielności
    tego co ucze sie na studiach w zyciu codziennym raczej się nie przydaje (teoria teorią praktyka praktyka)
    studia uczą myślenia, wkraczania na wyższy poziom na którym wiesz ze jak czegoś nie wiesz to w krótkim czasie możesz się tego nauczyć

    ot takie moje spostrzeżenia

  4. Someone pisze:

    Studiuje, bo… chce miec „magazyniera” przed nazwiskiem. W sumie wiem, ze tym sprawie wielka satysfakcje rodzicom.
    Osobiscie zbyt wiele mi to nie da. Bedzie kilka przedmiotow co mnie interesują i może coś nowego się dowiem. A te co musze to sie ucze tak, aby zdac i zapomniec.
    I chyba taka jest prawda, jak chce sie czegos nauczyc, to na studiach moga tylko wskazac kierunek nauki – a wiecj informacji trzeba samemu zdobywac.

  5. zergu pisze:

    Ja studiuję, bo na V roku jest mi już głupio zrezygnować (oczywiście mają tutaj znaczenie zniżki i spokój z wojem). Kierunek (informatyka) dobrze wybrałem. Tyle, że jak to w Polsce — uczyli nas wielu niepotrzebnych rzeczy (analiza, fizyka, połowa algebry — i wcale nieprawda, że to się później przyda) — naprawdę nie wiem po co się z tym męczyliśmy. Niemniej jednak I stopień studiów jakoś jeszcze miał sens, za to w II już tego nie widzę (a może to tylko PWr jest takia głupia?). W każdym bądź razie praca jest bardziej rozwijająca (i często ciekawsza).

  6. Clou pisze:

    ehh studia :) Uczysz się 5 lat masę rzeczy które nigdy Ci sie nie przydadzą w zawodzie, a o tych potrzebnych zazwyczaj tylko wspominają. Kończysz studia i masz tytuł mgr, inż itp., a on jest przepustką na lepsze stanowisko w firmie i lepsza płacę. I potrzebujesz kolejnych kilku lat, żeby załapac doświadczenie (bo teoria jest zupełnie inna od praktyki), które jest przepustką do jeszcze lepszych pieniędzy i pracy. :D
    Dlatego ja gdybym mógł, to bym wybrał zaoczne teraz. Konczysz studia i maz 5 lat doświadczenia.
    Czy studia się przydały? Tak, bo bez nich mógłbym co najwyżej pracować fizycznie w swojej firmie, a po to wybrałem się na studia – zeby nie musieć pracowac jak rodzice. :)

  7. Alvarus pisze:

    „Wiadomo – uczelnia uczelni nie równa, ale nawet studenci renomowanych uczelni nie stronią od takich komentarzy.Głównie rozchodzi się o perspektywy przyszłej pracy, potencjalnie większe możliwości zdobycia takowej itp.”
    Sam sobie przeczysz…

    Jak powiedział Koval uczysz się przede wszystkim samodzielności.. no chyba, że dalej mieszkasz z rodzicami :)
    Studiuje, bo lubię, bo wiem, że bez tego papierka nigdzie nie znajdę pracy w tej dziedzinie jakiej chcę. Chcę mieć wyższe wykształcenie, a nie jakąś zawodówkę, robie to dla siebie, później dla korzyści materialnych jakie z tego płyną

  8. Zal pisze:

    Zarówno liceum, jak i obecne studia uczyły oraz uczą mnie, jak będąc idiotą sprawiać wrażenie osoby inteligentnej i posiadającej wiedzę. I nie wiem, jak ma się to do rzeczywistości „jako takiej”, ale w świecie akademickim wychodzi mi to całkiem nieźle ;>

    Oczekiwania? Z pewnością studia nie miały być moją pasją. Otrzymanie tytułu mgr-inż, czy też dr będzie tylko i wyłącznie pretekstem do tego, aby znacznie więcej zarabiać. Po praktykach w kilku znanych firmach nie łudzę się tym, iż studia przydadzą się w przyszłości. Studia – nie, tytuł – tak. A rodzina, hobby i samodzielna nauka nagrodzą wszelkie niedogodności związane z szalenie nudną pracą i studiami.

  9. Ash pisze:

    dla osobiście studiowanie wiązało się z czasem straconym, zapewne przez kierunek jaki wybrałem. Żałuję tylko, że zdałem sobie z tego sprawę po dwóch latach, a studiuję już cztery więc już skończę studia dla samego papierka. Fizyka Techniczna może być ciekawa, jeśli ktoś lubi fizykę, a co roku 90% ludzi trafia na te studia omyłkowo sugerując się przedmiotami typu (alg. ewolucyjne, sieci neuronowe, modelowanie komputerowe, bad. wys. wydajności), a tych przedmiotów, albo nie ma albo są na ostatnich semestrach. Specjalność modelowanie komputerowe było na tyle złudne, że władze uczelni co semestr zmieniały program studiów, aplikując nam niebywałe dawki wiedzy fizycznej (głównie teoretycznej), przy bardzo skromnych ilościach rzeczy informatycznych. Jedynym plusem tej uczelni jest możliwość wyjazdu za granicę na studia informatyczne, z której oczywiście skorzystałem, a wiedzę i umiejętności, które wykorzystuję w pracy zdobyłem samodzielnie i jestem z tego dumny. Na koniec dodam tylko, ogólne stwierdzenie, że po tym kierunku nie widzę dla siebie pracy. No chyba, że jako informatyk, który sam nauczył się programować, a studia skończył dla samych studiów. Wspaniała perspektywa…

  10. Hoppke pisze:

    Mam tytuł magistra praktycznie niezwiązany z tym, co robię zawodowo. Nie planowałem tego, ale myślę, że bardzo fajnie wyszło — uczyłem się tego, co mnie w danym momencie interesowało, a teraz robię to, co lubię robić.

    Gdybym patrzył na studia pod kątem „przygotowania zawodowego”, to byłbym teraz szalenie sfrustrowany (no bo w końcu pięć lat się męczyłem, stresowałem sesjami, a teraz i tak nikogo nie obchodzi mój dyplom mgr). Ale studia traktuję raczej jak przygotowanie „życiowe”, a nie „zawodowe”. Studia dają kontakt z ludźmi, światem nauki, środowiskiem akademickim, akademikami, imprezami studenckimi itp. No i czegoś tam uczą (przede wszystkim uczą jak się uczyć i jak szukać wiedzy).

    Warto iść na studia. Zwłaszcza jeśli ma się świadomość, że i tak nie uczą one „zawodu” jako takiego (studia w IT to bardziej liźnięcie wszystkich możliwych rzeczy – kodowanie, sieci, bazy – tak, by po studiach człowiek przynajmniej wiedział, że nie chce mieć nic wspólnego z kabelkami czy kodowaniem, za to lubi babrać się w systemach).

  11. zx pisze:

    Studiuję, bo tego chcieli rodzice. Tylko i wyłącznie. I przy pierwszej okazji studia opuszczam, bo nie widzę sensu uczenia się tego, czego nie chcę się uczyć (czyli matmy w moim przypadku, bo jakiś czas już programuje, a ta przydaje mi się tylko w stopniu w jakim nauczyłem się jej w gimnazjum).

  12. zergu pisze:

    Hoppke: Masz rację z tym przygotowaniem „życiowym”, ale właściwie nikt nie powiedział, że jedno wyklucza drugie — do zawodu studia mogłyby jednocześnie przygotowywać. I to jest moim zdaniem w Polsce trochę problem. Dlatego coraz lepszym pomysłem wydają mi się studia zaoczne (jak to Clou napisał).

  13. ODDie pisze:

    @zergu: z tego co słyszałem, niebawem ma się zmienić wzór legitymacji studenckich. Ma wylecieć druczek o zniżkach… ;))
    Co do zaocznych to się zgadzam – sporo ludzi narzeka na brak czasu na pracę w trakcie studiów, a te przecież swoje kosztują..
    A szkoła „życia”, znajomości / kontakty – tak – tego chyba brakuje mi najbardziej.

  14. zergu pisze:

    ODDie: Od następnego semestru chyba wchodzą, ale to raczej chodzi o to, że wielkość zniżki jest na legitymacji zapisana. Ale to na razie nie znaczy, że zniżki znikną… chyba ;-). Swoją drogą ta wymiana legitymacji to tylko kolejny sposób, aby napchać kieszenie paru firmom po drodze.

  15. remiq pisze:

    Studiuje już piąty rok informatykę. Hobbystycznie, moje zainteresowania pokrywają się z programem studiów, więc nie jest przesadnie ciężko. Nie myślałem o pracy, jak wybierałem studia. Z nimi czy bez nich i tak bym pracował „w branży”. Czy nauczyłem się czegoś przydatnego w pracy? Tak, ale nie na studiach.

Zostaw komentarz:

Przepisz to: