powered by Jogger.pl

UNetbootin - czyli to co może uratować tyłek, kiedy CDROMu już nie ma

hardware, Linux, software Skomentuj

Dostałem ostatnio pod skrzydła laptopa od M. - stary Sony Vaio (pisałem o nim kiedyś): Celeron 650MHz, 320MB RAM, 40GB HDD, stara grafika intela - bez szaleństw... Miało być szybko i sprawnie: odchodzić instalkę XPka nLite'm, dorzucić doń podstawowe stery (grafika, audio, jogdial, touchpad..) zainstalować, porobić porządki na HDD i ewentualnie zapodać jakiegoś linuksa obok, co by dziewczyna nie zapomniała o mniejszościach komputerowych ;-).

I byłoby pięknie gdyby nie mały szczegół - niedługo po instalacji okazało się, że leciwy CDROM niedowidzi - w zasadzie to już nic nie widzi, a co za tym idzie - nie bootuje. I problem byłby mniejszy, gdyby nie to, że laptop jest na tyle stary, że z USB również nie idzie mu ruszyć. A ja, że daaawno z Windozą obcowałem, odchudziłem ją aż nad to (DHCP np. nie teges...). Kaplica... prawie.

Na skraju załamania, w czeluściach sieci odnalazłem program UNetbootin - sprytne narzędzie, które pozwala odpalić kompa z dowolnego obrazu linuksa bez udziału nośników trzecich. Co ciekawe - program ma pokaźną listę dystrybucji - można kliknąć, pobierze nam się ISO, rozpakuje, bootloader zostanie zmieniony i reboot. Obraz idzie do RAMu a my możemy robić z dyskiem co nam się żywnie podoba. Soft przetestowałem na Arch Linuxie, i Parted Magic'u. Works flavously. Nie muszę wspominać, że próba wskazania ISO WinXP kończy się fiaskiem? ;-)

Dzięki UNetbootin, Vaio został z Arch'em (i686) (X/Ubuntu na tym sprzęcie się czołga;-)), a z nim Gnome, kilka lekkich aplikacji do daily-use (Kazehakase do www, Leafpad jako notatnik, Audacious do myzyki, Gnome-mplayer do video - takie tam..). Może spróbuję XFCE, chociaż po kilku zabiegach (m.in. swappiness=20) system działa przyzwoicie jak na swój poziom bogomipsów ;-).

Trackbacki:

brak

Komentarze:

brak

Zostaw komentarz:

Przepisz to: