- nie kupuj dysków twardych na Allegro. Co z tego, że są tanie, skoro gwarancja opiewająca na rok (niemal) gwarantuje Ci, że dysk padnie po roku z kawałkiem;
- jeśli utracisz przez powyższe cały swój ~60GB-owy dobytek, pomyśl o wszystkich tych dzieciach wypadających przez balkony swych domostw, pijanych nieodpowiedzialnych ich rodzicach, głodującej młodzieży w Afryce, i innych strasznych rzeczach - wnet zrozumiesz, że nic się nie stało - zachowasz spokój i opanowanie godne Buddy tóż przed dojściem - podziękujesz bogom za przychylność i docenisz, że reszta komputera ma się dobrze;
- wybij sobie z głowy Partition Magic - szkoda Twojego dysku;
- nie rób sobie nadziei po pozytywnym zakończeniu operacji w HDD Regeneratorze - to NIC nie znaczy;
- nie licz na to, że Windows powie Ci o bad'ach przed próbą zapisania czegoś w ich miejscu - to nie linux;
- wyłączaj komputer częściej niż kilka razy do roku;
- miej obowiązkowo pod ręką LiveCD jakiegoś modern-linuxa, np. Ubuntu - pozwoli Ci to korzystać niemal w pełni z kompa całymi tygodniami podczas rozczłonkowywania trupa-HDD;
- kupuj dysk w dzień swoich urodzin - miło się zaskoczysz, kiedy sprzedawca niespodziewanie zejdzie z ceny:>
To co widzicie powyżej to nie silnik malucha. Nie jest to też statek Obcych zaraz po katastrofie na równinie mojego blatu. To rozbebeszony Dell Latitude C640. Konkretnie jego radiator i wiatrak. A to co je osnówa to... spójżmy z bliska:

taaak... to jest.... syf;). I to nie bylejaki, bo rocznik (co najmniej) 2001.
Cóż taki syf zdolny zrobić i gdzie zalega? Ano zalega w najmroczniejszych zakamarkach naszych kochanych maleństw, w szczególności lubuje szczeliny między żebrami radiatorów i wiatraków... Zajęło mi dobrą godzinę (nie licząc wykręcania grubo ponad 20 śrubek) wyczyszczenie wentylatora i blachy chłodzącej. Czy warto było? Warto. Why?
- wiatrak pracuje teraz jak wiatrak, a nie jak świstak;
- czujnik temperatury reaguje znacznie szybciej na zmiany;
- wiatrak działa sensowniej przy bezczynności procka (z przełożeniem na rozsądną temperaturę w tym stanie);
- temperatura procka spadla średnio od 10 do 20'C (zamiast ~93'C przy 2GHz (100%usage) ledwo wyciągam ~75'C :));
... albo ich brak. Na film poszedłem z braku laku i by przekonać się na własne oczy o trafności opinii publicznej. Przekonałem się. Było nudno - przez ~80% czasu trwania filmu. Kilka naprawdę śmiesznych motywów, ale raczej nic poza tym.Chociaż... kto wie co by było po 2., 3. seansie (jak nakazuje slogan na plakacie)... o ile bym wytrzymał :).
Niemniej jednak lepsze to było od siedzenia w domu.
P.S.
Ruszyła sprzedarz (o ile można to nazwać sprzedarzą) Ubuntu 6.06. Z niecierpliwością czekam na te 10 egzemplarzy:>.
Nasz team narodowy załapał się na europejskie finały Imagine Cup 2006 - międzynarodowego konkursu dla studentów-programistów. Zobaczymy co z tego wyniknie (oby finał w Indiach w w sierpniu:).A wspominam o tym nieskromnie i perfidnie by pochwalić się swoim akcentem w tym całym przedsięwzięciu. Anonimowo bo anonimowo (niedogodność NIE bycia studentem:/), ale zawsze - moja grafika na koszulkach team'u i w samym projekcie (LIVIA) lansowanym przez polski team (widoczne na zdjęciu:).
D: .content div table tbody form div div {width: 400px} (?)
D: Czy moze jednak jakos inaczej? :)
D: bo dziwnie mi to wyglada ;)
ODDie: tak tak - takie cos (to znaczy, ze definiujesz div bedacy w divie bedacym w form'ie bedacym w tbody, bedacym w table, bedacym divie bedacym w .content ;)
D: koszmar ;)
Zaiste - koszmar - a było ich wiele. Bo jak inaczej poradzić sobie z modufikacją wyglądu strony, której kod HTML idzie z bazy (jest NIETYKALNY) mając na uwadze to, że:
- kod nie jest Twój;
- jest to kod wysoce wątpliwej jakości;
- jest to kod wysoce "old-school'owy";);
- efekty idą na n subdomen (gdzie n mieści się w granicach kilkudziesięciu do stu iluś) o sporym współczynniku nieprzewidywalności treści;
- znaczniki w owym kodzie są albo nieoklasowane, albo jesli oklasowane to jeszcze ostylowane inline, albo nieoklasowane, ostylowane inline, albo jeszcze zdefiniowane "po chamsku" (a'la width="ileśtampx" w znaczniku (nie w style="..")) inline) (i każde możliwe wariacje powyższych;
Każdy kto próbował odpalić swój ukochany skaner pod linuxem, wie o czym mówię. I choć stery Sane wspierają masę sprzętu skanującego, ogromna część pozostałej masy pozostaje not-supported (z kiepskimi prognozami na przyszłość:/). Opadły mi przeto ręce przy moim Umax Astra 4600. Zabawne jest też to, że na stronie producenta przy wyborze driver'a pod linuxa, zostajemy odesłani właśnie do projektu Sane. A co tam czytamy?
It does not support any USB or parallel-port scanners.
A przy Astr'ze 4600 konkretnie?
Unsupported: Probably not supported, no details known.
Śmiać się czy płakac...?
P.S.
Abstrahuję od tego, że da się zmusić VMware pod linuxem z Win-guest'em do bezpośredniego wykrywania urządzeń USB w wirtualnej maszynie - jest to jednak rozwiązanie ze wszech miar niesatysfakcjonujące (choć jedyne na obecną chwilę:/).
/me: podchodzi ze starannie i pieczołowicie wypełnionym PITem-36 i nutką potu zniecierpliwienia
po ~20min. okupywania miejsca w kolejce (w głowie kłębiły się myśli przerażenia: "biurokracja -
pieprzona biurokracja - czemu ja nie mogę tego złożyć przez internet jak Techne
przykazała?").
ODDie: Witam *podaje druk*
Urzędnik: a.. czemu Pan składa PIT-36? *z większym zdziwieniem od mojego*
ODDie: a.. a czemu nie?
Urzędnik: Ma Pan jeszcze jakieś inne dochody?
ODDie:: *z nutką podejżliwości o podejżliwość urzędnika* - n.. nie...
Urzędnik:: (...) to trzeba przepisać na PIT-37.
Właśnie - czemu nie? Skąd ja mam to wiedzieć? Ja - mały lolek - pyłek z Polandii... Przecie
napisane na 36ce jak byk - "Zeznanie o wysokości osiągniętego dochodu (poniesionej straty) w roku
podatkowym" - po to właśnie tam przyszedłem... I skoro to samo napisane na 37ce to po kiego czorta
sa dwa PITy? Dwa druki? Dwie gałęzie więcej do ścięcia i przerobienia na papier, który przecie
łatwiej/wygodniej/szybciej przerobić na zera i jedynki i mailnąć formularzem do urzędu.
"Pieprzona biurokracja" pomyślał ODDie i wyszedł. A drzewa leciały jedno za drugim - bo papieru im
trzeba...
W związki z rozpoczęciem od dnia 09.04.2006 r. handlu w niedzielę, przypominam Państwu o konieczności:
- udzielania rabatów w soboty i niedziele w granicach 5-15% (może być więcej);
- konieczności otworzenie wszystkich sklepów w niedziele handlowel
- zapewnienia właściwej obsługi na stoiskach;
Informuję również, że nie zastosowanie się do w/w zaleceń będzie podstawą do rozwiązania umów najmu.
Informacje o wysokości rabatów mają być umieszczone w sposób widoczny przy wejściu na stoisko.
Z innych ciekawych pomysłów właściciela owego domu towarowego (już wdrożonych):
- budowa/remont stoisk podług jego wytycznych i materiałów przez niego wyznaczonych (oczywiście na własny koszt);
- reklama o omówionych rabatach pojawiła się w lokalnej telewizji (oczywiście na koszt najemców i bez ich zgody);
- dla zainteresowanych: cena 1m^2 - 100zl/mies.
Niech ktoś mi powie - czy to jest zgodne z prawem? A jeśli tak, to do jasnej cholery - co to za prawo, które pozwala właścicielowi lokalu dyrygować własnością najemców (i samymi najemcami) jak swoją własną?
Są dwa filmy, które trzymam na dysku i na których wersje DVD poluję na allegro od dłuższego czasu: Fight Club na podstawie książki Palahniuka i Waking Life. Są to pozycje, do których z chęcią wracam i za każdym razem fascynują mnie na nowo - odkrywam je na nowo. Kto oglądał, ten wie o co chodzi:).Dziś do grona wybrańców dołączył What the Bleep Do We Know!?. Kawał dobrej, pikantnej cięęężkostrawnej pizzy dla mózgu - to lubię:>.
Niestety, podobnież jak z "Waking Life", "What the Bleep..." jest prawie nieosiągalny w Polsce :/. A szkoda, bo warto - polecam każdemu lubiącemu myśleć;).





Ostatnie Komentarze
88-88-888